No to pierszy egzamin Ola ma za sobą:) Spięła poślady, przemogła się, wytłumaczyła sobie, że jest w Korei żeby się czegoś też nauczyć, powiesiła nad łóżkiem kartkę przypominającą, że w końcu czasem trzeba się zniżyć do poziomu przeciętnego, zejść z obłoków na padół ziemski, do ludzi i książek i zabrać sie do nauki...
Bolało... Oj bolało. Człowiek wychodzi z wprawy po tak długich wakacjach i po używaniu szarych komórek jedynie do wymyślania sobie kolejnych rozrywek, wycieczek i liczenia kasy, która została. Z tym ostatnim było najłatwiej, bo w porównaniu do ilości miejsc do zobaczenia i możliwości zabawy, wony liczy się najszybciej, bo jest ich najmniej:) (won-waluta koreańska powszechnie używana w tym pięknym kraju, w którym obecnie się znajduję).
Mimo, że bolało, to jak już wspomniałam, byłam twarda. Odmówiłam sobie wiele przyjemności, aby przyswoić wiedzę z zakresu mediów. Temat niby ciekawy, ale przypominam, że komórki odpowiedzialne za przyswajanie zrobiły sobie wolne:)
No, ale dla świętego spokoju i kontynuowania życia poza normalnością, napisałam piękny esej (o Polsce oczywiście, żeby profesor też się czegoś nauczył:P), powiedziałam 4 reaction speeche (czyt. spicze:P mój polski podupada:P) i napisałam egzamin. Chociaż moja duma i radość jest subiektywna, bo wyników nie ma jeszcze, to zróbmy w tym miejscu, dla wspólnego dobra, założenie, że wszystko jest do przodu:) Tym samym ja też ide do przodu, a nawet jadę - w sobotę pociągiem do Chioksan National Park, aby zapatrzeć się w góry i pozdzierać troche podeszwy butów:) No i wracam to codzienności życia ponad życiem:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naukowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naukowo. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 października 2007
sobota, 13 października 2007
Jak to sie robi w Korei?
Zajęcia w sobote... I to 5 godzin, jeju.
W poprzednim poście widać, ze nawet po koreańsku wyżywaliśmy sie na Leadership Seminar, no bo jak to? Kto to w ogóle widział, żeby do szkoły iść i to w sobote??? I jeszcze rano trzeba wstać. W sobotę!! Masakra.
Ale spotkało nas bardzo miłe zaskoczenie. Zajęcia były tak rewelacyjne, ze dla tych samych 5 godzin mogłabym przyjechać do Korei. Po prostu dostałyśmy wszystkie po oczach wyższym poziomem nauczania. Gdyby tak wyglądały zajęcia na SGH to nie byłoby mowy o studentach czytających gazety czy książki na wykładach ani o studentach, którzy pierwszy raz widza profesora na egzaminie... Na takich interaktywnych seminariach jak dzisiejsze uczysz sie czegos, czego nie przeczytasz w ksiazce. Tylko dlaczego tego brakuje u nas???
Najpierw, przez 90 min, podzieleni na grupy, mielismy skonstruować maszyne, ktora przetransportuje pewnien niewielki przedmiot na odległość 6 metrow, minimalizujac koszty i maksymalizujac satysfakcję konsumenta. Do uzytku mielismy jakies papierowe kubki, talerze, słomki, pałeczki, dykte piankową no i jakas tam taśme i takie duperele. Problem polegał na tym ze maszyna miala sie poruszac bez udziału człowieka, wiec nie ma pchania, rzucania ani niczego. Okazalo sie tez ze przedmiotem mialo byc surowe jajko:) Ale zabawy było po pachy. Kazdej grupie sie udalo, śmiechu było dużo:)
Ale najlepsza była analiza dokonana potem przez profesora. Siedzisz i słuchasz z otwartą buzią i myślisz sobie: cholera, dobrze gada, czemu o tym wcześniej nie pomyślałam... To dobrze jak ktoś ci powie rzeczy tak oczywiste, że w ogóle nie przychodzące do głowy.
No i jeszcze do tego doszło nasze (moje i Iwony) cudowne drzewo dzielące problem, które zrobiło szał i furrorę, bo było kolorowe:)))) Oczywiscie na zdjeciu nie widac różowych kwiatków i serduszek, ale było uroczo:) Mielismy podzielic na podrozdzialy problem pod tytulem: jak zapewnic swojemu dziecku dobra kariere. A poniewaz my, dobre studenki, matki, żony i kochanki, wiemy o tym najwiecej to wyszło nam cos takiego:

To teraz juz mozemy mieć dzieci:P
No a tak poważnie to myśle, ze coponiektorzy wykładowcy naszej Kochanej Uczelni powinni odwiedzić Seoul, bo sporo mogą się tu nauczyć:)
W poprzednim poście widać, ze nawet po koreańsku wyżywaliśmy sie na Leadership Seminar, no bo jak to? Kto to w ogóle widział, żeby do szkoły iść i to w sobote??? I jeszcze rano trzeba wstać. W sobotę!! Masakra.
Ale spotkało nas bardzo miłe zaskoczenie. Zajęcia były tak rewelacyjne, ze dla tych samych 5 godzin mogłabym przyjechać do Korei. Po prostu dostałyśmy wszystkie po oczach wyższym poziomem nauczania. Gdyby tak wyglądały zajęcia na SGH to nie byłoby mowy o studentach czytających gazety czy książki na wykładach ani o studentach, którzy pierwszy raz widza profesora na egzaminie... Na takich interaktywnych seminariach jak dzisiejsze uczysz sie czegos, czego nie przeczytasz w ksiazce. Tylko dlaczego tego brakuje u nas???
Najpierw, przez 90 min, podzieleni na grupy, mielismy skonstruować maszyne, ktora przetransportuje pewnien niewielki przedmiot na odległość 6 metrow, minimalizujac koszty i maksymalizujac satysfakcję konsumenta. Do uzytku mielismy jakies papierowe kubki, talerze, słomki, pałeczki, dykte piankową no i jakas tam taśme i takie duperele. Problem polegał na tym ze maszyna miala sie poruszac bez udziału człowieka, wiec nie ma pchania, rzucania ani niczego. Okazalo sie tez ze przedmiotem mialo byc surowe jajko:) Ale zabawy było po pachy. Kazdej grupie sie udalo, śmiechu było dużo:)
Ale najlepsza była analiza dokonana potem przez profesora. Siedzisz i słuchasz z otwartą buzią i myślisz sobie: cholera, dobrze gada, czemu o tym wcześniej nie pomyślałam... To dobrze jak ktoś ci powie rzeczy tak oczywiste, że w ogóle nie przychodzące do głowy.
No i jeszcze do tego doszło nasze (moje i Iwony) cudowne drzewo dzielące problem, które zrobiło szał i furrorę, bo było kolorowe:)))) Oczywiscie na zdjeciu nie widac różowych kwiatków i serduszek, ale było uroczo:) Mielismy podzielic na podrozdzialy problem pod tytulem: jak zapewnic swojemu dziecku dobra kariere. A poniewaz my, dobre studenki, matki, żony i kochanki, wiemy o tym najwiecej to wyszło nam cos takiego:

To teraz juz mozemy mieć dzieci:P
No a tak poważnie to myśle, ze coponiektorzy wykładowcy naszej Kochanej Uczelni powinni odwiedzić Seoul, bo sporo mogą się tu nauczyć:)
Survival Korean
Dach akademika to jest miejsce, gdzie spędzamy większość wieczorów (o ile nie spędzamy ich poza kampusem:P). Są tu kanapy, taras, przestrzeń i powietrze, czego w pokojach zdecydowanie brakuje. Ponieważ nie tylko my tak myślimy dach jest także miejscem spotkań cross-kulturalnych.
I tak wczoraj kolega Koreańczyk (zwany dalej Kyle lub też Qman, Kyooman) postanowił zaznaczyć swoją obecność na moim Zizim (dla niewtajemniczonych Zizi to mój komputer):
나는 한국인 친구 규만이 있습니다
I have a Korean friend, Kyooman
내친구 규만은 착합니다.
He is very nice
그래서 나는 규만이를 폴란드에 오라고 했습니다.
Therefore I asked him to come to Poland
그리고 규만이는 꼭 온다고 했습니다.
and Kyle promised me that he will come to Poland definitely.
규만이는 은주와 언주를 좋아합니다.
Qman likes eunjoo and unjoo. (przyp. eunjoo to Ola, Unjoo to Iwona)
왜냐면 은주는 너무 재미있습니다.
Because Eunjoo is very funny
그리고 언주는 너무 착합니다.
Unjoo is nice.
규만이는 이태원에 우리를 대리고 간다고 했는데 전화를 안했습니다.
Qman promised us that he will take us to E tae won but he did not call.
그래서 못갔습니다
Therefore we couldn’t go.
규만은 잘생겼고, 멋지고, 똑똑하고, 천재입니다.
qman is handsome, and looks good, and is smart, is genius.
어디에서 싸게 소주를 살 수 있습니까?
Where can I buy cheap Soojoo?
과일 주세요 I want Fruit
야채 주세 I want Vegetables
해물 싫어 I don’t want Seafood
모기 많아 There are a lot of mosquitoes
진통제 주세요 I want pain reliever
얼마에요? How much is it?
이제 잘시간 입니다. It is time to bed
너를 가지고 싶어 I want to have you
Nastepnie troche życiowych tekstów:
you stupid Koreans, learn English first!
좃까 멍청아 저리가 영어 먼저 배우고
I don’t need your help!
안도와줘도 돼 저리
Do you want to buy me a drink?
저 술한잔 사주실래요
나는 카이스트 학생입니다. I am KAIST student.
나는 리더쉽세미나가 싫습니다.
I don’t like Leadership Seminar.
은주는 섹시합니다. 필립보는 바보입니다. 그리고 필리보가 고맙다고 했습니다. 사실은 필립보는 바보가 아니고 천재입니다.
Eunjoo is sexy. Philipo is stupid and when q man said that he said thank you. Actually Philipo is not stupid but smart.
Nazwałyśmy to Qman's diary i zapisałam na Pulpicie:) Niedługo zacznie pewnie żyć swoim życiem:)
Dla bardziej wytrwałych i zapartych mogę dostraczyć wymowę:)
I tak wczoraj kolega Koreańczyk (zwany dalej Kyle lub też Qman, Kyooman) postanowił zaznaczyć swoją obecność na moim Zizim (dla niewtajemniczonych Zizi to mój komputer):
나는 한국인 친구 규만이 있습니다
I have a Korean friend, Kyooman
내친구 규만은 착합니다.
He is very nice
그래서 나는 규만이를 폴란드에 오라고 했습니다.
Therefore I asked him to come to Poland
그리고 규만이는 꼭 온다고 했습니다.
and Kyle promised me that he will come to Poland definitely.
규만이는 은주와 언주를 좋아합니다.
Qman likes eunjoo and unjoo. (przyp. eunjoo to Ola, Unjoo to Iwona)
왜냐면 은주는 너무 재미있습니다.
Because Eunjoo is very funny
그리고 언주는 너무 착합니다.
Unjoo is nice.
규만이는 이태원에 우리를 대리고 간다고 했는데 전화를 안했습니다.
Qman promised us that he will take us to E tae won but he did not call.
그래서 못갔습니다
Therefore we couldn’t go.
규만은 잘생겼고, 멋지고, 똑똑하고, 천재입니다.
qman is handsome, and looks good, and is smart, is genius.
어디에서 싸게 소주를 살 수 있습니까?
Where can I buy cheap Soojoo?
과일 주세요 I want Fruit
야채 주세 I want Vegetables
해물 싫어 I don’t want Seafood
모기 많아 There are a lot of mosquitoes
진통제 주세요 I want pain reliever
얼마에요? How much is it?
이제 잘시간 입니다. It is time to bed
너를 가지고 싶어 I want to have you
Nastepnie troche życiowych tekstów:
you stupid Koreans, learn English first!
좃까 멍청아 저리가 영어 먼저 배우고
I don’t need your help!
안도와줘도 돼 저리
Do you want to buy me a drink?
저 술한잔 사주실래요
나는 카이스트 학생입니다. I am KAIST student.
나는 리더쉽세미나가 싫습니다.
I don’t like Leadership Seminar.
은주는 섹시합니다. 필립보는 바보입니다. 그리고 필리보가 고맙다고 했습니다. 사실은 필립보는 바보가 아니고 천재입니다.
Eunjoo is sexy. Philipo is stupid and when q man said that he said thank you. Actually Philipo is not stupid but smart.
Nazwałyśmy to Qman's diary i zapisałam na Pulpicie:) Niedługo zacznie pewnie żyć swoim życiem:)
Dla bardziej wytrwałych i zapartych mogę dostraczyć wymowę:)
czwartek, 27 września 2007
poniedziałek, 10 września 2007
Lab Story;]
Lab to jest cos, czego brakuje na SGH. Mam wrażenie ze na KAISCie jest kilka auli a cala reszta to laby. Lab to jest pomieszczenie, w ktorym ustawione są biurka z komputerami i lampkami, miescem na ksiazki dla mniej wiecej 10 studentow. Wyglada to jak open-space office. Kazdy ma oczywiscie z przydzialu jedno miejsce w ktoryms z setki labów. Można tam wpasc kiedy sie chce, po co sie chce (no w sumie to sporna sprawa, bo z zalozenia przychodzi sie tam uczyc:P) i w ogole.
Moje pierwsze spotkanie z labem mialo miejsce w sobote i strasznie sie zdziwilam ze nikogo w nim nie zastalam. Koreanscy studenci podobno znani sa z tego, ze weekendy spedzaja w labach na nauce. No okazalo sie ze nie zawsze:P To dobry znak;] nie jest tak zle...:P
W kazdym razie nie poddalam sie i dzis poznalam swoich sasiadow w labie:] bardzo bylo milo, okazalo sie ze mojego maca Ziziego nie moge podlaczyc do drukarki, ale za to panowie okazali sie bardzo uczynni i przez godzine probowali cos poradzic. W Korei praca grupowa ma najwieksza wage, wiec pomagali mi grupowo, a potem grupowo poszlismy na lunch:] i grupowo spoznilismy sie na zajecia, ale tylko 5 min:P
Lunch... jedzenie to cos co bardzo przypadlo mi tu do gustu, znaczy do smaku:]
Moje pierwsze spotkanie z labem mialo miejsce w sobote i strasznie sie zdziwilam ze nikogo w nim nie zastalam. Koreanscy studenci podobno znani sa z tego, ze weekendy spedzaja w labach na nauce. No okazalo sie ze nie zawsze:P To dobry znak;] nie jest tak zle...:P
W kazdym razie nie poddalam sie i dzis poznalam swoich sasiadow w labie:] bardzo bylo milo, okazalo sie ze mojego maca Ziziego nie moge podlaczyc do drukarki, ale za to panowie okazali sie bardzo uczynni i przez godzine probowali cos poradzic. W Korei praca grupowa ma najwieksza wage, wiec pomagali mi grupowo, a potem grupowo poszlismy na lunch:] i grupowo spoznilismy sie na zajecia, ale tylko 5 min:P
Lunch... jedzenie to cos co bardzo przypadlo mi tu do gustu, znaczy do smaku:]
Subskrybuj:
Posty (Atom)







