Ola in Big City

You only live once, but if you do it right, once is enough.

wtorek, 11 września 2007

What's the hell?

Ta Korea i ten Seul to mi sie na głowe troszke rzuca. Dlaczego?

1. Wchodze do drugiego świata przez kratke od grilla, gdzie walcze z potworem, a mojej kolezance swidruja glowe na wylot, po czym dzwoni do mnie i mowi ze przeszla na druga strone, tez przez kratke od grilla.
2. Po miescie lataja modercy, ktorzy chca zabic mojego tate a ja go ratuje, kiedy ma przystawiony pistolet do glowy. Ratunek polegal na wypiciu szklanki piwa.
3. W stroju teletubisia uczestnicze w akcji NASA polegajacej na bombardowaniu Marsa.

To sa sny z moich ostatnich trzech dni. Powinnam sie leczyc? :P Czy moze wracac do domu? :P

poniedziałek, 10 września 2007

Lab Story;]

Lab to jest cos, czego brakuje na SGH. Mam wrażenie ze na KAISCie jest kilka auli a cala reszta to laby. Lab to jest pomieszczenie, w ktorym ustawione są biurka z komputerami i lampkami, miescem na ksiazki dla mniej wiecej 10 studentow. Wyglada to jak open-space office. Kazdy ma oczywiscie z przydzialu jedno miejsce w ktoryms z setki labów. Można tam wpasc kiedy sie chce, po co sie chce (no w sumie to sporna sprawa, bo z zalozenia przychodzi sie tam uczyc:P) i w ogole.

Moje pierwsze spotkanie z labem mialo miejsce w sobote i strasznie sie zdziwilam ze nikogo w nim nie zastalam. Koreanscy studenci podobno znani sa z tego, ze weekendy spedzaja w labach na nauce. No okazalo sie ze nie zawsze:P To dobry znak;] nie jest tak zle...:P

W kazdym razie nie poddalam sie i dzis poznalam swoich sasiadow w labie:] bardzo bylo milo, okazalo sie ze mojego maca Ziziego nie moge podlaczyc do drukarki, ale za to panowie okazali sie bardzo uczynni i przez godzine probowali cos poradzic. W Korei praca grupowa ma najwieksza wage, wiec pomagali mi grupowo, a potem grupowo poszlismy na lunch:] i grupowo spoznilismy sie na zajecia, ale tylko 5 min:P

Lunch... jedzenie to cos co bardzo przypadlo mi tu do gustu, znaczy do smaku:]

piątek, 7 września 2007

Poczuć się w Seoulu jak w Wawie

okazuje sie ze to wcale nie jest takie trudne... No moze nie zupelnie mozna poczuc sie jak w Wawie, no bo ludzie jakos inaczej mowia i swiatel jakos wiecej, ale noc nad brzegiem rzeki Han z piwem Ob w ręku to prawie jak noc nad Wisła z piwem Żywiec w ręku... Prawie robi wielką różnice:]



Ale bylo bardzo przyjemnie... tym bardziej ze zapadajacy wczesniej zmierzch zachecal do uwieczniania tego momentu na kliszy eeee to juz nie te czasy.... znaczy w formie cyfrowej:P



A najciekawiej bylo ogladac zachodzace słońce z najwyzszego budynku w Seulu.
Z dołu:

Z góry:


Eh, romantycznie strasznie, tylko dlaczego ten wieczor spedzilam z dwoma kolezankami i wujkiem? :P:P:P

sobota, 1 września 2007

Korean clubbing

Ostatni piatek miesiaca dla kazdego koreanczyka oznacza niezla zabawe, no i nie tylko dla koreanczyka... dla nas tez:]
15 dolarow, 15 klubow - podjelismy wyzwanie. Dziwna rzecz ze moglismy wybrac miedzy techno a hip hopem, oni chyba tylko tego sluchaja... plus niezapomniany widok koreanczkow ubranych w lancuchy i ciuchy w rozmiarach XXXXL.
Kiepska klimatyzacja, ale zabawa w deche! 4 kluby zaliczone, milion ludzi spotkany (z przewaga amerykancow, ale znajdze sie tez francuski murzyn), w łózku o 8 rano:]]] To jest to!!!

A potem, w ramach odnowy organizmu wycieczka do mogiok, czyli bardzo popularnego rodzaju łazni. Na wstepie przyodzialismy ubranka a la Klub Tęcza i hurraaa - spanko w saunie o zapachu miodu, mmmm. Potem moczenie w cieplych basenach (oczywiscie nago), prysznic, walka ze spojrzeniami zaciekawionych koreanskich kobiet i totalny chillout. Ehhh, piekne sobotnie popoludnie:]]]

piątek, 31 sierpnia 2007

Legenda o psie

I juz nikt mi nie powie, ze plotki, ze koreanczycy jedza psy nie sa prawdziwe...
Dzis na wlasne oczy widzialam wedzonego/pieczonego psa!

czwartek, 30 sierpnia 2007

Seoul pieknym jest i...

...ma fajne jedzenie:]

Uwielbiam ten balagan, ktory ma swoj ukryty sens, mnostwo kolorow, przelomy architektoniczne rozniace sie w zasadzie niczym, podawanie reszty w dwoch rekach i zaciekawione spojrzenia koreanczykow kiedy widza mnicha z trzema mlodymi dziewczynami:]

No ale co tu duzo gadac, zachlystuje sie tym, patrze z otwarta buzia i pstrykam zdjecia dopoki bateria mi nie pada, jak japonski turysta w warszawie:]

Ale do rzeczy:



Samgyeopsal


Swiatynia buddyjska



Ichniejszy fast-food;]


Na ulicy znajdziesz tu wszystko...

Brak slow, jak sie poczuje ten zapach ulicy, spaliny pomieszane ze swadem krewetek i mandu smazonych na ulicy, w zakamarkach i ze studzienek kanalizacyjnych czuc mocz, a obok ciebie przechodzi mega zadbana sliczna koreanka ubrana w jaskrawe kolory.

środa, 29 sierpnia 2007

Sniadanie po koreansku



mmmm, pycha! :P
Tylko troszke żre przelyk. Ale mowia ze sie przyzwyczaje:P
Locations of visitors to this page